CZY KOŚCIÓŁ SIĘ KIEDYŚ ZREFLEKTUJE

Poniżej autentyczny list z 2007 roku do Biskupa S. w sprawie udziału polskiego kościoła katolickiego w kampanii wyborczej do parlamentu. Czy coś zmieniło się przez te lata na lepsze?

MĄDROŚĆ I MANIPULACJE KOŚCIOŁA


Od moich pierwszych wyborów parlamentarnych upłynął szmat czasu, można więc już przypomnieć niektóre fakty, dokumenty i anegdoty z tych trudnych czasów politykowania. Dzisiaj postanowiłem zacytować list, który obrazuje, że niewiele się zmieniło przez te lata w nachalnej agitacji wyborczej Kościoła. W ogóle niewiele się zmieniło przez te kilkanaście lat, a jeżeli to na gorsze niestety. Partie polityczne przypominają sobie o wyborcach raz na cztery lata, a pozostały czas spędzają na niekończących się walkach frakcyjnych, wojnach podjazdowych i opluwaniu rzeczywistości. Sposób stanowienia prawa w parlamencie budzi w ostatnich latach zgrozę, o czym bez przerwy przypominają Trybunał Konstytucyjny i wielkie organizacje pozarządowe (Fundacja Batorego, BCC, Kongres Budownictwa).
W 1993 roku zostałem posłem ziemi ostrołęckiej. Coroczne rankingi miejscowych mediów dawały mi najwyższe lokaty. Nie byłem i nie chciałem być pupilkiem partyjnych elit, nic więc dziwnego, że w wyborach do sejmu w 1997 roku za karę, że ujawniłem przekręty szefa partii w Ostrołęce znalazłem się na listach wyborczych na 22, przedostatnim miejscu, bez żadnych szans na sukces. W ostatniej chwili wycofałem się więc ze startu do sejmu z list SdRP i wystartowałem samotnie w wyborach do Senatu. Przegrałem je w granicach przyzwoitości. Wygrała zupełnie nieznana kandydatka ale z niezwykle silnym i nachalnym wręcz poparciem Kościoła. Trochę rozgoryczony, wystosowałem w 1997 roku list do Biskupa Łomżyńskiego:
Warszawa, 1997-10-06
Jego Ekscelencja
Ksiądz Biskup………….

Zgodnie z umową chcę podzielić się z Księdzem Biskupem garścią refleksji na temat wyborów do Sejmu i Senatu. Proszę wybaczyć, jeżeli moje opinie będą przepojone szczyptą osobistej goryczy i może nieco przejaskrawione, ale tym łatwiej będzie można
w przyszłości wyrobić sobie obraz tego co się stało. Moje wyniki są nieadekwatne do klęski jaką poniosły w Ostrołęce wszystkie opcje polityczne, które nie dysponowały wyraźnym poparciem Kościoła, bo startowałem sam - co z góry skazywało mnie
na przegraną. Myślałem, że jeżeli położę na szalę moją czteroletnią morderczą
pracę dla województwa, dla biednych i pokrzywdzonych przez los, dla oświaty i służby zdrowia, dla bezrobotnych i ludzi pozbawionych mieszkań, że ten atut wieloletniej, prorodzinnej pracy wyrówna szanse. Nic takiego nie nastąpiło. W ogóle nikt nie miał najmniejszej szansy, jeżeli nie dysponował ogromną machiną wyborczą Kościoła, który bezpośrednio i często z naruszeniem prawa, angażował się w wybory.
Na przykład w Przasnyszu i w innych miejscowościach ulotki, które przesyłam w załączeniu były rozkładane w kościołach przed każdą kolejną mszą jeszcze w dniu wyborów, chociaż obowiązywał już wszystkich bezwzględny zakaz agitacji.
Nieodosobnione były przypadki kiedy księża grozili, że jeżeli w trakcie spowiedzi okaże się, iż wierzący głosowali inaczej niż nakazuje Kościół - to nie będzie udzielane rozgrzeszenie. Mówi się o tym w województwie dosyć powszechnie.
Bezprzykładna i jednostronna agitacja Radia Maryja dopełniła resztę. Na tym tle jedna uwaga. W okresie przedwyborczym wszystkie prywatne stacje telewizyjne, telewizja kablowa oraz stacje radiowe jak ognia unikały agitacji politycznej i wyborczej,
chyba, że byty to reklamy płatne, ale wtedy wszyscy mieli do nich równy dostęp. Te wewnętrzne rygory, normalne dla państwa demokratycznego, sięgały tak daleko, że jeżeli miał być wywiad ze mną jako posłem - autorem ustawy o kasach budowlanych, to proponowano, żeby przesunąć go po wyborach dla uniknięcia pomówienia
o kryptoreklamę. Tymczasem w Radiu Maryja żadne reguły nie obowiązywały. Reprezentowano na okrągło wąską opcję, jedną jedyną słuszną doktrynę i prowadzono nieustannie agitację za tymi samymi osobami, które dziwnym trafem były również podane imiennie na kartkach do glosowania, doręczanych wszystkim wiernym w kościołach. Jeżeli przyjąć, że prawdą jest, iż w Polsce 95 % mieszkańców jest wierzących to w tej grupie zapewne jestem również ja,moja żona i córka oraz bardzo wielu nam podobnych, ale nie reprezentujących i nie popierających fundamentalnych poglądów religijnych.
W staraniach o koncesję, którą Radio Maryja uzyskało kosztem innych prywatnych stacji, ksiądz Rydzyk powoływał się właśnie na fakt, że występuje w imieniu 95 % wierzących Polaków. Jak to jest dopuszczalne, żeby radio to stało się tak polityczne
i reprezentowało radykalny fundamentalizm z pogwałceniem prawa i dobrych obyczajów. Czy wszyscy jesteśmy tacy ? Kogo w takim razie reprezentuje Radio Maryja ? Proszę sobie wyobrazić, że koncesję i odpowiednie częstotliwości radiowe uzyskała jakaś jedna
opcja polityczna i udostępniła je swojemu radykalnemu skrzydłu, obojętne czy z prawa, czy z lewa. Jeszcze raz proszę wybaczyć ostrość sformułowań, ale przecież stała się w sumie rzecz straszna. Podważony został sens pracy pozytywistycznej, sens oddania dla ludzi i województwa, dorobek osobisty w długotrwałych działaniach na rzecz rozwoju województwa. Wystarczyło dać gwarancje bezwzględnego posłuszeństwa Kościołowi. Nie wypada mi tego mówić, ale proszę sprawdzić jaki jest dorobek konkretny w parlamencie wybranych osób na senatorów, jakie mają osobiste inicjatywy ustawodawcze za sobą, jakie ważne i wielkie sprawy załatwili dla społeczeństwa województwa, jakie prowadzili długotrwale i masowe działania charytatywne, jak zaznaczyli się intelektualnie w życiu publicznym. To wszystko było nie ważne decydowała bezwzględna wierność Kościołowi i pewność, że popierani kandydaci będą głosowali jak maszynki do głosowania. Czy czegoś to nie przypomina z niedalekiej przeszłości? Czy /mojemu również/ Kościołowi rzeczywiście zależy na takim wizerunku
w opinii publicznej ?
Roman Nowicki
Ku mojemu zaskoczeniu po tym dosyć przecież ostrym liście Biskup zaprosił mnie na rozmowę, która odbyła się w bardzo życzliwej atmosferze. Zaczął od stwierdzenia, że byłem najlepszym posłem w historii ziemi ostrołęckiej i bardzo bliskim doktrynie chrześcijańskiej (pomoc bezrobotnym, chorym dzieciom, bezdomnym). Podziękowałem uznając, że pochwały są przesadzone, ale nie powiem żeby mi to nie pochlebiło. Biskup zapytał się jak się czuję po przegranej, odpowiedziałem, że źle, bo nikt nie lubi przegrywać. Z kolei zapytałem, dlaczego kościół mnie nie poparł w wyborach oceniając bardzo wysoko moją dotychczasową działalność. Biskup odpowiedział w sposób genialnie prosty, pokazując istotę polityki: zapytał – proszę sobie wyobrazić, że poparliśmy pana i wszedł pan do Senatu. Jest głosowanie nad konkordatem jakby się pan zachował. Czując oczywisty podstęp zacząłem kluczyć: zastanowiłbym się….. No widzi Pan, a wybrana z naszym poparciem osoba do Senatu nie będzie się zastanawiała i zagłosuje jak trzeba. Prosta bolesna prawda, ale prawda. Taka jest polityka. Nawiasem mówiąc bardzo ciepło do dzisiaj wspominam Biskupa, takich już dzisiaj biskupów nie ma a kościół katolicki coraz bardziej pełni rolę partii politycznej. Może warto pamiętać do kogo trzeba będzie mieć pretensje jak wygra PIS wspierany totalnie przez kościół katolicki. Może wtedy warto będzie wystawić rachunek kościołowi za „świętą” dyktaturę.
Roman Nowicki
________________________________________
Trwa ładowanie komentarzy...