O autorze
Poseł na Sejm RP II kadencji. Przewodniczący Kongresu Budownictwa. Działacz społeczny. Honorowy sołtys Woli Karczewskiej

POMIMO ROKU MIŁOSIERDZIA SKANDAL Z KSIĘDZEM LEMAŃSKIM TRWA

Niedawno prezydent Duda odznaczył wysokim odznaczeniem państwowym Abp. Henryka Hosera, zapewne za zasługi w ostatnich wyborach prezydenckich, bo innych powodów nie znajduję. Arcybiskup jest dla mnie przykładem myślenia o polskim kościele w kategoriach średniowiecza. Świadomie zniszczył kochanego przez wiernych księdza Lemańskiego, za wyrażanie krytycznych opinii o hierarchach kościelnych, a przez wiele lat osłaniał księdza pedofila. Mimo to jednak odznaczenie dostał. Przeczytajcie i ewentualnie upowszechnijcie list, który ksiądz Lemański napisał „Do przyjaciół”.

PRZYJACIELE
28 grudnia 2015 o 05:58
Ksiądz Wojciech napisał list do swoich Przyjaciół. Dzięki jednemu z nich otrzymaliśmy tekst i zostaliśmy poproszeni o opublikowanie go na naszej stronie:
Boże Narodzenie 2015
Drodzy Przyjaciele
Piszę do Was ten list w czas świąt Narodzenia Pańskiego. Z niektórymi z Was świętowałem te radosne Tajemnice już wiele razy. Z innymi poznałem się zaledwie kilka lat temu, a jeszcze inni usłyszeli o mnie na wieść o haniebnych słowach mojego Biskupa, na wieść o zamknięciu kościoła w Jasienicy, czy na wieść o nałożeniu na mnie kary suspensy. Piszę do Was w te dni, bo to czas dzielenia się opłatkiem, chlebem powszednim, tym co nas stanowi i czym karmimy siebie, i co dzielimy z bliskimi. Dzieliliście ze mną lata trudne i wydarzenia niezrozumiałe. Miałem szczerą nadzieję, że w tym liście podzielę się z Wami naprawdę dobrą nowiną. I było już tak blisko...
W ciągu tych ostatnich lat przeżywałem z Wami moją historię. Opowiadałem Wam tę historię krok po kroku, byście mogli wejrzeć za spiżową bramę, za ściany diecezjalnej kurii, do zakrystii. Wierzę głęboko, że prawda, nawet ta najtrudniejsza, nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Jak pisałem do was w poprzednim liście, mój Biskup odebrał mi już niemal wszystko, co mógł mi odebrać. Nie było mi z tym łatwo i dziś dźwiganie tego ciężaru kolejnych kar przychodzi mi z trudem. Jednak nie opuszczałem rąk. Nie traciłem nadziei. Ciągle, pośród narastających ciemności dostrzegałem światełko w tunelu. Opowiadałem wam o tym. Wspólnie szukaliśmy dobrego rozwiązania. Pomagało mi wielu i to na wiele różnych sposobów. Pośród wspierających znalazło się również kilku księży biskupów. To za ich radą podejmowałem rozliczne próby znalezienia wyjścia z tej sytuacji. Pisałem listy, zabiegałem o spotkanie. Na tej drodze mój Biskup stawiał kolejne warunki, a ja te warunki spełniałem. Wszystko bezskutecznie. Niektórzy radzili, bym rzucił to wszystko. Wielu radziło, bym zwrócił się do papieża Franciszka. To była naprawdę dobra rada.
Po przeczytaniu listu od papieża Franciszka podjąłem jeszcze jedną próbę. Napisałem kolejną prośbę do mojego Biskupa. Po kilku dniach przyszła odpowiedź, zgoda na spotkanie i wreszcie samo spotkanie. W ostatni piątek przed świętami. Biskup wyznaczył czas i miejsce. Wreszcie, po upływie półtora roku spotkaliśmy się. Za drzwiami pozostali kanclerz kurii i biskupi sekretarz. Wydawało mi się, że będzie trudno. Nic podobnego. Otwarta rozmowa niespodziewanie zaowocowała cudem roku jubileuszowego. Rozmawialiśmy o dolegliwościach, jakie w związku z kolejnymi karami znoszę od lat. Biskup pytało miejsce, w którym chciałbym podjąć posługę kapłańską już w najbliższe święta.Ponownie zaakceptował moją obecność przy boku starego ojca w domu rodzinnym. Wspominał listy od Was, listy które pisaliście do Biskupa w mojej sprawie. Rozmawialiśmy o celebrowaniu przeze mnie Mszy już podczas najbliższego spotkania w Jasienicy 2 stycznia. Ksiądz Biskup zaproponował, bym pomagał w jakiejś parafii podczas „kolędy”. W sprawie komunikatu o zdjęciu kar umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy poniedziałek w kurii, by ten komunikat zredagować wspólnie. Wiele spraw udało się nam omówić, wspominam tu tylko niektóre. Ksiądz Biskup sam zaproponował spisanie naszych ustaleń, choć powiedziałem, że wierzę mu na słowo. Jednak Ksiądz Biskup poprosił, by wszedł kanclerz kurii i zanotował nasze ustalenia. Może mi się zdawało, ale ksiądz kanclerz jakoś nerwowo reagował na każde kolejne zdanie dyktowane mu przez księdza Biskupa i przeze mnie. Ręka drżała mu przy pisaniu. Potem była jeszcze wspólna herbata i pożegnanie do najbliższego poniedziałku w kurii.
Minął poniedziałek, mijał wtorek i cisza. Postanowiłem przypomnieć o sobie. Sekretarz nie odbierał telefonu. Biskupa nie było. Kanclerz poddenerwowanym głosem powiedział, że wszystko zawarto w liście, który ma zostać wysłany do mnie. Pani Joanna z kurii skan listu uprzejmie przesłała na mój adres. Gdy tylko spojrzałem na ekran komputera, skończył się cud roku jubileuszowego.
Czytam list od Księdza Biskupa i oczom nie wierzę. Ksiądz Biskup zapomniał o spotkaniu, o rozmowie, o ustaleniach i obietnicach. Tak, jakby tamtego spotkania nie było. Nie wolno księdzu katechizować dzieci. Nie wolno księdzu pełnić posługi w kościele w Jasienicy. Nie wolno księdzu wypowiadać się w mediach. Nie wolno księdzu nosić stroju duchownego. Nie wolno księdzu pełnić posługi sakramentalnej, poza osobami proszącymi o to w niebezpieczeństwie śmierci. Gdzie się podział dar miłosierdzia, o który prosiłem i którego Ksiądz Biskup szczodrze i bezwarunkowo udzielił? Co zostało ze spotkania zakończonego ciepłym słowem, gorącą herbatą i notatkami księdza kanclerza?
Z ekranu komputera czytam napisane przez mojego Biskupa, cztery dni po tamtym spotkaniu, słowa: „proszę o złożenie na piśmie propozycji dotyczących pokuty i form wynagrodzenia bądź zadośćuczynienia za zaistniałe wydarzenia. Są one niezbędne do rozważenia możliwości zwolnienia z kar i przywrócenia do posługi kapłańskiej w sposób stopniowy, rozłożony w czasie”. Dlaczego nie poprosił Ksiądz Biskup o te propozycje podczas tamtego spotkania? Leżały przede mną na stole. Dlaczego nie wspomniał ksiądz Biskup podczas naszego spotkania w cztery oczy o tej niekończącej się drodze poniżania mnie? Dlaczego wtedy rozmawialiśmy o pełnieniu przeze mnie posługi kapłańskiej już w czasie najbliższych świąt i „kolędy”, o wspólnym sprawowaniu Eucharystii za ołtarzem jasienickiego kościoła, o dialogu chrześcijańsko-żydowskim i o tylu ważnych sprawach?
Podczas naszego ostatniego spotkania z Księdzem Biskupem odwołałem się do przypowieści przypomnianej w liście papieża Franciszka. Powiedziałem, że przychodzę jako dłużnik i błagam o miłosierdzie. W odpowiedzi usłyszałem ewangeliczne „wybaczam”. A może się przesłyszałem? Ależ nie, te słowa usłyszał i zapisał w swej księdze kanclerz kurii. Kilka dni po tamtych słowach mój Biskup sparafrazował w swoim liście inne słowa z tej samej przypowieści: „odszedłszy, wtrącił go do więzienia,aż dług odda”.
Co więc mamy czynić, otrzymawszy z kurii warszawsko-praskiej taki świąteczny prezent? Słudzy z przypowieści wspomnianej w papieskiej bulli poszli ze skargą do gospodarza. Nie będziemy się skarżyć. Ale do autora bulli o nadzwyczajnym Roku Miłosierdzia zwrócić się warto. Może to papież Franciszek wszystkim nam podpowie, czy na taki dar Roku Miłosierdzia należy zasłużyć, czy też wystarczy o ten dar prosić z wiarą. Proście, a będzie wam dane. Rzym nie na końcu świata. Rok Miłosierdzia dopiero się rozpoczął. Może papież Franciszek okaże się bardziej miłosierny niż mój Biskup.
ksiądz Wojciech Lemański
Trwa ładowanie komentarzy...